Aktualności

 

Oto finaliści konkursu „Tacy Jesteśmy”

Prezentujemy dziesiątkę finalistów konkursu „Tacy Jesteśmy”.


Marian Adámek
Nominowany za wybitne osiągnięcia w hokeju na lodzie


Jego rówieśnicy grają w hokeja na Playstation. Zamieniają się w Jágra, Owieczkina czy Crosby’ego i w wygodnym domowym fotelu strzelają gole w najlepszej hokejowej lidze świata, kanadyjsko-amerykańskiej NHL. 17-letni Marian Adámek, na co dzień uczeń Polskiego Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie, wirtualną rzeczywistość zamienił w namacalne emocje – od września należy bowiem do szerokiego składu aktualnego wicemistrza RC, HC Stalowników Trzyniec. A z ekstraligowej tafli do ligi NHL zdecydowanie bliżej, niż z ekranu LCD.
Marian Adámek, co godne podziwu, mecze w ekstralidze przeplata z występami w barwach drugoligowego Frydka-Mistka, oficjalnej farmy Trzyńca. W dodatku jest też członkiem reprezentacji RC U18. – Kondycyjnie jestem chyba dobrze przygotowany do sezonu. Młody organizm wytrzymuje na razie trudy rywalizacji w gronie seniorów – powiedział „Głosowi Ludu” utalentowany obrońca, który w zeszłym sezonie należał do złotej ekipy Stalowników Trzyniec, która sięgnęła po zwycięstwo w młodzieżowej ekstralidze. – Mecze w seniorskiej ekstralidze to duża inna frajda. Spełniły się moje marzenia – stwierdził Adámek, który jeszcze kilka lat temu łączył treningi hokejowe z piłkarskimi. – W końcu musiałem się zdecydować i wybrałem hokej. Teraz nie żałuję tego wyboru. Nie każdy przecież może się pochwalić w nastoletnim wieku występami w tak silnym zespole, jak Stalownicy Trzyniec – podkreślił hokeista. W wywiadzie dla naszej gazety Marian Adámek wysoko ocenił również atmosferę w szatni Werk Areny. – Stanowimy w klubie jedną wielką rodzinę. W Trzyńcu jest wielu młodych, utalentowanych hokeistów. Na treningach wyciskamy siódme poty, żeby zasłużyć na nominację do meczu w ekstralidze. Spędzamy sporo czasu na siłowni, często zostajemy jeszcze na tafli nawet po treningu. Zresztą moi idole też w młodości robili tak samo – zaznaczył Adámek. Z 44-letnim Jaromírem Jágrem chyba już nie zdąży zagrać w lidze NHL, ale przy odrobinie szczęścia zdąży jeszcze dogrywać krążki do Sidney´a Crosby’ego. – NHL to marzenie każdego hokeisty – zdradził 17-latek z Czeskiego Cieszyna.


Renata Bilan
Nominowana za konsekwentne wprowadzenie w języku polskim na antenie TVC w Ostrawie tematów związanych z Polakami na Zaolziu


– Zastanawiam się, komu to wpadło do głowy, bo ja po prostu wykonuję swoją pracę, a nagrody należą się moim zdaniem ludziom działającym społecznie – mówi zaskoczona dziennikarka.
Renata Bilan z dziennikarstwem związała się na dobre i złe. Pracę w zawodzie rozpoczęła zaraz po szkole i to w „Głosie Ludu”. W 2003 roku trafiła do telewizji. – Pamiętam, że moim pierwszym samodzielnym materiałem był reportaż z rozpoczęcia roku szkolnego w polskiej podstawówce w Karwinie-Frysztacie. Akurat trwał wówczas strajk nauczycieli – śmieje się reporterka.
W początkach pracy w ostrawskim oddziale TVC najtrudniejsze dla Renaty Bilan było opanowanie sztuki posługiwania się obrazem, który w telewizji jest głównym nośnikiem informacji. – To zupełnie inna specyfika niż praca słowem, której uczyłam się jeszcze w szkole. Inną nowością, którą musiałam opanować, jest skrót. W telewizji informacje liczą od minuty do dwóch, a to strasznie mało czasu. Potrzebne są więc skróty, które z kolei wiążą się z koniecznością wyboru. Z rozmowy, która trwa dwie trzy minuty, często muszę wybrać zaledwie kilkanaście sekund – wyjaśnia Bilan. – Poza tym telewizja to medium, w którym nie można niczego poprawić. Jeśli więc ktoś powiedział coś niepoprawnie lub niezręcznie po polsku, nie jestem w stanie tego zmienić.
Dziennikarka przyznaje jednak, że telewizyjna kamera lubi nasz region. Atrakcyjny jest zwłaszcza cieszyński i beskidzki folklor. – Dlatego lubię relacjonować nasze tradycyjne imprezy. Inną ważną sprawą dla naszej społeczności jest na przykład szkolnictwo. To dla kamery także wdzięczny temat, więc często wybieram tematy związane z edukacja – tłumaczy.
Renata Bilan przyznaje jednak, że po kilkunastu latach relacjonowania codziennego życia Polaków na Zaolziu, musi uważać, by nie popaść w rutynę. – Po prostu niektóre rzeczy się powtarzają i trudno je co roku opisywać inaczej, odkrywczo i na nowo. Dodatkowo obracamy się w dość małym środowisku, zarówno jeśli idzie o rozmówców jak i odbiorców. Trzeba więc uważać, by nawet nieświadomie nie powielać pewnych schematów – tłumaczy dziennikarka.
W pracy reportera telewizyjnego nie brakuje też oczywiście sytuacji trudnych i stresujących. Zdarzają się także kontrowersyjne tematy, ale w takich wypadkach Renata Bilan stara się nie palić za sobą mostów. – Lokalny dziennikarz zwyczajnie nie jest w stanie zrobić materiał i o nim zapomnieć. Musi wracać do ludzi i do tematów, dlatego musi być delikatny. Ja z tyłu głowy zawsze mam pytanie, czy tym, co robię, przypadkiem nie zaszkodzę i czy moja praca będzie z korzyścią dla sprawy. To trochę autocenzura, ale myślę, że w dobrym tego słowa znaczeniu. Ważne bowiem, by dziennikarz służył jakiejś sprawie, a nie niszczył czy szkodził – stwierdza.


Beata Brzóska
Nominowana za to, że potrafi umiejętnie i zawodowo rozwijać talent i energię dzieci i dzięki temu osiągać znakomite wyniki, wychodząc daleko poza nasze środowisko.


– Nominacja do nagrody „Tacy jesteśmy” to nie tylko moja zasługa – zastrzega dyrygentka dziecięcego chóru „Trallala”, który został założony w 2004 r. przy Polskiej Szkole Podstawowej w Czeskim Cieszynie. – Wiem, kto mi pomaga i wiem bez kogo prowadzenie przeze mnie chóru byłoby niemożliwe. W pierwszej kolejności to mój mąż, który w dużej mierze jest naszym menadżerem i kierownikiem organizacyjnym. Bez jego pomocy było by mi o wiele trudniej, dlatego jestem mu bardzo wdzięczna – podkreśla Beata Brzóska.
Pomocny i wyrozumiały mąż jest bardzo ważny, ale przepis na sukces składa się jeszcze z innych elementów. – Najważniejszym z nich jest chyba optymizm i przekonanie, że się uda. Że damy sobie radę i że będzie podobało. Poza tym ważna jest również wytrwałość, no i po prostu trzeba lubić śpiewać – wylicza dyrygentka.
Beata Brzóska pracuje dziećmi już od ponad dekady. Podkreśla, że dyrygentka dziecięcego chóru nie może znać się wyłącznie na muzyce. Musi też być dobrym psychologiem i pedagogiem. – Dokładnie pamiętam moje trudne początki, kiedy praktycznie wielu rzeczy musiałam się uczyć, a wszystko dlatego, że praca z dziećmi to zupełnie coś innego niż praca z dorosłymi. Trzeba zrozumieć, czego dziecko potrzebuje, trzeba wiedzieć, jak do niego podejść, jak go zachęcić i zmotywować. Kiedy zaczynałam tę pracę, nawzajem się wychowywaliśmy. Ja dzieci, a one mnie – śmieje się dyrygenta.
Dziś prowadzony przez nią chór „Trallala” należy jednak do najlepszych dziecięcych zespołów w Republice Czeskiej. Mimo to Beata Brzóska przyznaje, że chóralne śpiewanie ma wielką konkurencję w postaci komputerów i internetu. – To poważna sprawa, ponieważ chór jest wymagający. By w nim śpiewać potrzebna jest również systematyczna praca, a to się wiąże z wyrzeczeniami. Dziecko musi też doskonale znać repertuar. Na lekcji można uważać lub nie, ale na próbie chóru nikt się za nikim nie schowa. Tutaj nie ma taryfy ulgowej – przekonuje Brzóska, która przyznaje, że po sukcesach śpiewaków z „Trallala” największym wyzwaniem jest teraz utrzymywanie poziomu chóru. – To nie jest łatwe zadanie, ponieważ praca w dziecięcym chórze kołem się toczy. Stale pojawiają się nowi, młodzi śpiewacy, którzy muszą nauczyć się repertuaru znanego już pozostałym członkom zespołu. Czasami mówię, że jesteśmy trochę wariatami, bo rezygnujemy z wolnego czasu, często także musimy nadrabiać zaległości w szkole, a wszystko po to, by wspólnie śpiewać – stwierdza Brzóska.


Renata Czader
Nominowana za konsekwentną działalność charytatywną


„Nigdy nie jesteś sam”– stara się przekonać Renata Czader, mama dziesięcioletniego Tadeusza, podopiecznego szkoły specjalnej w Trzyńcu. Przed rokiem razem z kilkoma innymi rodzicami dzieci niepełnosprawnych założyła stowarzyszenie o tej nazwie. Pozytywną energią i chęcią pomocy zaraża coraz więcej osób.
– Byłam zaskoczona nominacją, ale bardzo się z niej cieszę, bo oznacza, że stowarzyszenie jest widoczne. Mam nadzieję, że dzięki tej nominacji uda się je jeszcze bardziej rozpropagować – powiedziała pani Renata na wieść o decyzji kapituły konkursu „Tacy Jesteśmy”. Jak wyjaśniła, chociaż stowarzyszenie zawiązało się 1 września 2014 roku, już wcześniej grupa rodziców dzieci wymagających specjalnej troski organizowała wspólne spotkania czy zbieranie zakrętek. W zbieranie plastikowych nakrętek, które potem sprzedaje się, a pieniądze wykorzystuje na zajęcia dla dzieci, udało jej się wciągnąć wiele naszych szkół i przedszkoli oraz prywatnych osób. W tej chwili działalność „Nigdy nie jesteś sam” to wspólne spotkania całych rodzin, organizowanie zajęć terapeutycznych dla dzieci (wypróbowały już na przykład canisterapię czy hipoterapię), spotkania z psychologiem czy specjalistami mogącymi odpowiedzieć na pytania rodziców, wspólne wyjazdy i zajęcia. W tym wszystkim chodzi o to, by rodzice dzieci, wymagających specjalnej opieki, mogli się spotkać, porozmawiać, wymienić doświadczeniami, a swoim pociechom zapewnili ciekawe zajęcia i nowe formy terapii. W tę działalność włączają się rodziny z Trzyńca i okolicy, a także na przykład z Czeskiego Cieszyna. Spotykamy się z samymi pozytywnymi reakcjami. Udaje nam się uzyskać pomoc od firm czy też miasta, a nawet prywatnych osób, co też nas bardzo cieszy – dodała inicjatorka stowarzyszenia.
Jednak działalność „Nigdy nie jesteś sam” zaczęła się ostatnio rozszerzać. – Postanowiliśmy się tą naszą radością, energią dzielić i przekazywać ją dalej. Chcemy nie tylko otrzymywać pomoc, ale też sami pomagać – przekonuje Renata Czader. Jak wyjaśnia, stowarzyszenie nawiązało współpracę z odziałem neurologii dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego w Ostrawie i dla małych pacjentów szyje kolorowe poduszki i podpórki, zachęcając do pomocy także panie spoza stowarzyszenia.
Zapytana o to, co popchnęło ją do założenia stowarzyszenia i działalności charytatywnej Renata Czader mówi, że była to nie tylko chęć pomocy synowi i znalezienia oparcia w grupie innych rodzin z podobną sytuacją. Przyzwyczajona od dziecka do działalności społecznej, również w sytuacji, w jakiej znalazła się jej rodzina, chciała się realizować, być aktywna i robić coś dla innych.


„Gimnaści”
Nominowani za konsekwentne uprawianie, od kilku pokoleń, wyjątkowej dziedziny sportowej, jaką jest stawianie ludzkich piramid


Po raz drugi w konkursie „Tacy Jesteśmy” mają okazję zaprezentować się wędryńscy „Gimnaści”. W 2005 roku na nominację zasłużyli sobie programem jubileuszowym z okazji 100-lecia istnienia zespołu. Tym razem środowisko postanowiło docenić ich konsekwentną, realizowaną już przez kilka pokoleń działalność sportową. Piramidy wędryńscy gimnastycy stawiają już bowiem od 110 lat.
– Wiadomość o nominacji ucieszyła nas, to naprawdę fajne, że „Gimnaści”, jeden z najstarszych zespołów w regionie, zostali zauważeni – powiedział „Głosowi Ludu” kierownik grupy, Bohdan Ondraszek. Jak przyznał, zespół ma za sobą bardzo pracowity sezon, a jego ukoronowaniem będzie właśnie występ na gali 21 listopada. – Myśleliśmy, że występ na naszym „Gimnastycznym winograniu” w Wędryni 31 października będzie naszym ostatnim (siedemnastym) popisem w tym sezonie, ale w takim razie... chyba będziemy musieli wystąpić też na gali „Tacy Jesteśmy” – śmieje się Bohdan Ondraszek. Licząca około 30 członków grupa jest świetnie znana w regionie, a nawet poza nim. W wędryńskiej „Czytelni” w każdy piątek spotykają się młodzi i starsi, nierzadko kilkoro członków jednej rodziny, kontynuatorzy gimnastycznej tradycji. Najmłodsza gimnastyczka ma 7 lat, najstarszy członek grupy – 57.
Obecni „Gimnaści” to kontynuatorzy zespołu powstałego w 1905 roku jako Polskie Towarzystwo Gimnastyczne Sokół Wędrynia. Początkowo zebrania gimnastyków odbywały się w miejscowej szkole, ćwiczono zaś w gospodzie „Zobawa” w sąsiednich Łyżbicach, gdzie była odpowiednio wysoka sala. W latach 20., kiedy w Wędryni wybudowano Czytelnię Katolicką, która od lat jest siedzibą Miejscowego Koła PZKO, to właśnie tam przenieśli się twórcy żywych piramid, by w wysokiej na 6,5 metra sali ćwiczyć swoje „najwyższe” numery. Gimnastycy wystąpili ze swoim pierwszym oficjalnym programem w roku 1910 na Zlocie Sokoła w Cieszynie. Przedstawili m.in. musztrę, piramidy, ćwiczenia z lancami. Wkrótce zaczęto ich zapraszać do wielu gmin. Przez lata zmieniał się rzecz jasna skład zespołu (wielu zapalonych gimnastyków wyćwiczyło i występowało przez kilkadziesiąt lat), ale tylko nieznacznie zmieniał się program i sposób pracy „Gimnastów”. Z pewnością jednak ich piramidy do dziś budzą podziw i sprawiają, że oglądamy je z zapartym tchem.


Gabriel Kopeć i Piotr Cienciała – grupa KaC
Nominowani za twórcze podejście do współczesnych tematów w piosence autorskiej


Grywają najczęściej w SMP-wskim Klubie „Dziupla” w Czeskim Cieszynie i wtedy wybierający się na ich koncert śmieją się, że „na pewno będą jutro na KaC-u”. Nie jednak o stan ciała i umysłu chodzi, ale o nazwę grupy muzycznej, jaką wybrali dla siebie dwaj młodzi muzycy, absolwenci czeskocieszyńskiego Polskiego Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego. A trzy literki – KaC – to po prostu skrót, trochę gwarowy, pierwszych liter nazwisk wykonawców: Kopeć (Gabriel) a Cienciała (Piotr).
Dwaj utalentowani młodzi Zaolziacy zagrali w „Dziupli” po raz pierwszy we wrześniu 2013 roku, drugi koncert w tym klubie odbył się w marcu ubiegłego roku. Utwory Gabriela Kopecia i Piotra Cienciały zabrzmiały także w kościele ewangelickim Na Niwach na koncercie świątecznym gimnazjum, w którym Gabriel był nawet frontmanem popularnej niegdyś kapeli Poprostu. Ale koncertów było więcej. Oprócz „Dziupli”, w której zagrali w ramach tegorocznych SMP-owskich Dni Kultury Studenckiej, były w czerwcu występy w Czytelni i Kawiarni AVION czy podczas Powitania Wakacji w wędryńskiej Czytelni.
Obaj chłopcy grają na gitarach, śpiewa Gabriel Kopeć, który jest też autorem muzyki i tekstów do znaczącej większości piosenek. – To projekt czysto akustyczny, gramy akustyczny pop. Muzykę prosta, nic skomplikowanego. My określamy nasz styl jako „mainstream”, w skrócie zaś: „trzy akordy, dwie gitary, jeden głos” – śmieje się Gabriel. Chłopcy mówią, że starają się być zawsze sami sobą i nie mają specjalnych wzorów muzycznych i „tekściarskich”, niemniej ich styl można porównać do tego, w którym porusza się znany czeski aktor i piosenkarz, pochodzący z Trzyńca Tomáš Klus.
KaC na razie nie nagrał żadnej płyty, ale na stronie grupy na Facebooku (KaC – grupa muzyczna) można znaleźć w pełni autorski „walczyk olziański” pt. „Dwa Żywioły”, w nagraniu którego wspomogli Gabriela i Piotra przyjaciele: Nicole Kúr (śpiew) i Adam Staszczak (perkusja). „Olziański” zaś dlatego, że obaj KaC-owcy są także tancerzami Zespołu Pieśni i Tańca „Olza” i członkami zarządu niedawno powstałego Miejscowego Koła PZKO Czeski Cieszyn-Olza. – Zdradzę jednak, że obecnie siedzimy z Piotrem w naszym domowym „studio”, czyli przy komputerze, i staramy się zarejestrować około dwudziestu naszych utworów. Może nie będzie to płyta z prawdziwego zdarzenia, ale na pewno będzie do nich dotrzeć, na przykład poprzez internet – dodaje Gabriel Kopeć.


Adam Kubiczek
Nominowany za zajęcie 1. miejsca w konkursie literackim pt. „Być Polakiem”


Adam Kubiczek jest uczniem Polskiego Gimnazjum im Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie. Interesuje się geografią i historią, uwielbia sport, zwłaszcza konkurencje indywidualne, ale jego prawdziwą pasją jest język polski. Startuje w konkursach ortograficznych, krasomówczych i literackich. We wszystkich odnosi sukcesy. Ten, za który zdobył nominację w tegorocznej edycji „Tacy Jesteśmy”, zorganizowała dla Polonii z całego świata Fundacja „Świat na Tak” przy współpracy z instytucjami działającymi na rzecz Polonii i Polaków za granicą. Pierwszą nagrodę Adam wygrał m.in. dzięki swojemu zamiłowaniu do kolarstwa. W miejsce kropek w temacie konkursu, który brzmiał: „Wnioskuję o przyznanie Orderu Uśmiechu Polakowi...”, wpisał nazwisko wicemistrza świata, polskiego kolarza, Czesława Langa.
– W 2012 roku brałem udział w wyścigu Mini Tour de Pologne, którego głównym organizatorem jest Czesław Lang. Udział w tym wyścigu był dla mnie niesamowitym przeżyciem, które na zawsze pozostanie mi w pamięci – przekonuje nominowany. Chociaż zebranie potrzebnych informacji zarówno na temat samego wyścigu, jak i polskiego kolarza zajęło mu trochę czasu, to przelanie na papier emocji związanych z udziałem w Tour de Pologne poszło mu jak z płatka. – Nie mogłem się jednak zbytnio rozpisywać, bo obowiązywał limit pięciu stron formatu A4, w którym musiałem się zmieścić – dodaje. Nagrodą za zdobycie pierwszego miejsca w konkursie był udział w uroczystej gali wręczania nagród, która odbyła się na początku lipca w Zamku Królewskim w Warszawie, a także wycieczka poznawcza po całej Polsce.
Adam Kubiczek w konkursach „Być Polakiem” bierze udział od czterech lat. Zanim sięgnął po najwyższe laury, raz już udało mu się zdobyć wyróżnienie. Oprócz tego ma na swoim koncie sukcesy w konkursach literackich organizowanych przez Centrum Młodzieży im. dr. Henryka Jordana w Krakowie, w których zajął raz pierwsze, a raz drugie miejsce, a także spektakularne osiągnięcia w Ogólnopolskim Konkursie Krasomówczym im. Wojciecha Korfantego, w którym dwa lata temu wygrał nagrodę główną i pojechał do Brukseli, zaś w tegorocznej edycji został nominowany do jury finału w Katowicach. – Oczywiście są tematy, które bardziej lub mniej mi odpowiadają. Najchętniej jednak piszę na podstawie wspomnień mojej babci – powiedział kilka miesięcy temu w wywiadzie dla naszej gazety utalentowany gimnazjalista.
Dla Adama Kubiczka nominacja w konkursie „Tacy Jesteśmy” była dużym zaskoczeniem, a równocześnie wielkim wyróżnieniem. – Nie spodziewałem się tego. Przecież robię tylko to, co lubię – skomentował swoje pisanie.


Filip Macura, Noemi Bocek, Przemek Orszulik
Filip Macura nominowany za muzykę do tekstu wiersza Henryka Jasiczka „Twoja ojczyzna” oraz Noemi Bocek i Przemek Orszulik za znakomite jego wykonanie


Na tegorocznym Festiwal PZKO w Karwinie zabrzmiał festiwalowy hymn wykonany przez połączone chóry PZKO oraz młodych solistów Noemi Bocek i Przemka Orszulika. Muzykę do wiersza Henryka Jasiczka skomponował 22-letni Filip Macura. Obiecujący kompozytor właśnie ten hymn uważa za swój największy muzyczny sukces. – Nie spodziewałem się, że zostanie tak mile przyjęty i że utkwi w pamięci uczestnikom festiwalu. I że na dodatek zostanę za to nominowany do „Tacy Jesteśmy”. Było to dla mnie miłym zaskoczeniem – bardzo dziękuję! – cieszy się student Wydziału Jazzu w praskim Konserwatorium J. Ježka oraz ekonomii i zarządzania na Czeskim Uniwersytecie Rolniczym.
Macura przyznaje, że skomponowanie muzyki do poezji Jasiczka było dla niego nie lada wyzwaniem. – Pan dyrygent Tomasz Piwko zwrócił się do mnie z prośbą o skomponowanie hymnu na Festiwal PZKO. Nigdy w życiu czegoś takiego nie komponowałem. Dowiedziałem się, że otrzymam gotowy tekst Jasiczka i że mam skomponować partie dla solistów Noemi i Przemka, a także dla chórów. Proszono mnie, by to było łatwe do zaśpiewania przez chóry, brzmiało bardziej nowocześnie i wpadło w ucho zarówno młodemu, jak i starszemu pokoleniu – wylicza kryteria, którym musiał sprostać. Szacuje, że pracy nad utworem poświęcił 30-40 godzin. Następnie wraz z kolegami z kapeli Noemiracles nagrał podkład muzyczny w studio w Ostrawie.
Noemiracles jest głównym zespołem, z którym związany jest Filip Macura. Gra też w Ikonium, czasem występuje z Markétą Konvičkovą, aktualnie komponuje muzykę do inscenizacji „Biały łabędź”, której autorem i reżyserem jest Dawid Marek. Kapela Noemiracles wydała w zeszłym roku swoją debiutancką płytę z piosenkami w języku polskim i angielskim. Obecnie coraz lepiej wiedzie się zespołowi na czeskim rynku muzycznym. – Dlatego zdecydowaliśmy się przetłumaczyć teksty na język czeski – mówi solistka Noemiracles, Noemi Bocek, studentka I roku studiów humanistycznych na Uniwersytecie Karola w Pradze. Noemi przyznaje, że pomysł z hymnem PZKO i cały ten projekt bardzo jej się podobał i dał jej nowe doświadczenia.
Podobne zdanie ma Przemek Orszulik, który na festiwalu po raz pierwszy śpiewał w duecie z Noemi. Uczeń drugiej klasy Gimnazjum Polskiego im. Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie oraz II stopnia gry na fortepianie w Podstawowej Szkole Artystycznej w Karwinie ma stały kontakt z zaolziańską chóralistyką, ponieważ wspomaga młodym głosem prowadzony przez jego mamę Martę Orszulik Chór Mieszany „Stonawa”. Laureatowi wielu konkursów muzycznych najbardziej bliski jest obecnie rock. Jest frontmanem kapeli Ampli Fire. – Realizujemy na razie demo nagrania, nie mamy jeszcze tylu piosenek, by wydać całą płytę. Ale w przyszłości z pewnością chcielibyśmy ją zrealizować – przekonuje utalentowany nastolatek.


Piotr Molin z rodziną
Nominowany za twórcze rozwijanie talentów członków rodziny na wysokim poziomie i w wielu dziedzinach: w muzyce, śpiewie, recytacji, sporcie


Piotr Molin jest właścicielem sklepu muzycznego w Czeskim Cieszynie, a w wolnym czasie gra na najróżniejszych, także mniej typowych instrumentach. Jego żona Irena pracuje w Diakonii Śląskiej. Córka Dorota studiuje hebraistykę i arabistykę na Uniwersytecie w Cambridge, najstarszy syn Andrzej jest studentem praskiej Akademii Muzycznej. Henryk w tym roku zdał maturę i wyjechał na rok do szkoły biblijnej w Anglii, najmłodszy Grzegorz kończy szkołę podstawową i wybiera się do gimnazjum. Marzy o studiach technicznych.
Muzyka jest główną dziedziną, która łączy całą rodzinę. Rodzice zadbali o to, by dzieci miały solidną edukację muzyczną – wszystkie od małego uczęszczały do szkół muzycznych, każde z nich co najmniej na dwa instrumenty. Dzięki temu łatwo było im później stworzyć rodzinny zespół. Od kilku lat Molinowie przygotowywali program muzyczny na Boże Narodzenie, z którym odwiedzali przede wszystkim kościoły. Później pomyśleli o programie, z którym można występować przez cały rok. Tak zrodziło się „MolinoGranie”. W tym roku kilkakrotnie występowali w różnych miejscowościach, od Mostów po Cieszyn. Ciepło został przyjęty ich czerwcowy recital w kawiarni literackiej „Avion” w Czeskim Cieszynie, gdzie rodzina pokazała nie tylko swoje zdolności muzyczne, ale też kabaretowe.
– W Ostrawskim Konserwatorium skończyłem fortepian, w Akademii Muzycznej moim kierunkiem jest teoria muzyki, ale będę zdawał także na studia pianistyczne. Przygotowuję się do pracy nauczyciela muzyki, już teraz prowadzę zajęcia z uczniami w karwińskiej szkole muzycznej. Lubię też bardzo akompaniować – zarówno solistom, jak i chórom. Moim marzeniem jest, by zagrać z piosenkarką chrześcijańską Beatą Bednarz – zdradza Andrzej Molin.
Synowie państwa Molinów mogą się pochwalić sukcesami na polu muzyki. Zarówno Andrzej, jak i Henryk oraz Grzegorz zajmowali czołowe lokaty w wojewódzkich czy nawet ogólnokrajowych konkursach gry na instrumentach. Najświeższym i największym osiągnięciem jest tegoroczne zwycięstwo Grzesia w ogólnopaństwowym finale konkursu gry na klarnecie. Rodzinnym wokalistą jest Henryk. Oprócz śpiewu i gry na saksofonie jest również uzdolnionym recytatorem i komikiem. W ostatniej edycji konkursu recytacyjnego „Kresy” zdobył Grand Prix, a jego siostra Dorota przed kilku laty w tym samym konkursie zajęła pierwsze miejsce. Jej domeną jest słowo pisane – począwszy od własnej wersji „Pamiętnika starego nauczyciela” aż po interesujący blog ze studiów w Jerozolimie. Tłumaczy także teksty piosenek.
Rodzina Molinów osiągała również sukcesy na polu sportowym. Pan Piotr z żoną i dziećmi regularnie bierze udział w Igrzyskach Polonijnych. – Były takie igrzyska, gdzie nasza rodzina zdobyła aż 19 medali – śmieje się. Rodzice uważają, że ruch jest bardzo ważny dla zdrowego rozwoju człowieka.


Karol i Józef Mrózkowie
Nominowani za fascynującą książkę pt. „W cieniu Żywocie”, opowiadającą o tragicznych losach polskiej rodziny z Zaolzia w czasie II wojny światowej


Bracia Karol i Józef Mrózkowie zostali 13 czerwca 1944 roku wywiezieni razem z rodzicami do Polenlagru we Frysztacie, a po pięciu tygodniach, już bez ojca, którego przeniesiono do obozu koncentracyjnego w Mysłowicach, trafili do Polenlagru w Rybniku. Tam razem z matką zostali do marca 1945 roku, by wreszcie pieszo wrócić do domu na Kątach w Suchej Górnej. Kiedy opuszczali dom rodzinny w 1944 roku, pan Józef był pięcioletnim chłopcem, pan Karol pięciotygodniowym niemowlęciem.
Tak rozpoczyna się życiorys nominowanych braci Mrózków w tegorocznej edycji konkursu „Tacy Jesteśmy”, którzy, będąc na emeryturze, 70 lat po zakończeniu II wojny światowej, postanowili opisać dramatyczne losy swojej rodziny. Bez rozczulania się i bez cienia nienawiści.
– Prowadziliśmy tak intensywne życie, że nawet na wspomnienia nie było zbyt wiele czasu. Teraz jednak widzimy, że żyje całe pokolenie ludzi, którzy nie wiedzą nic o wojnie, bo nikt im o niej niczego nie powiedział. Postanowiliśmy więc przywrócić pamięć o tych wydarzeniach. Nie po to, żeby wzbudzić nienawiść, ale żeby było wiadomo, że to wszystko działo się naprawdę i że ta historia może się powtórzyć – wyjaśnia Józef Mrózek, który po zdaniu matury w Średniej Szkole Ekonomicznej w Czeskim Cieszynie przez 20 lat pracował w kopalni, potem w zakładzie ubezpieczeniowym i w Armii Zbawienia, by wreszcie – po aksamitnej rewolucji – podjąć studia teologiczne i zostać kaznodzieją Kościoła braterskiego. W kopalni pracował też jego brat Karol, z tą różnicą, że maturę zdawał w Polskim Gimnazjum w Czeskim Cieszynie. Dopiero później został instruktorem nauki jazdy i współpracownikiem swojej żony, właścicielki szkoły jazdy w Hawierzowie. Dwa lata temu wydał swoją pierwszą książkę, zbiór wierszy dla dzieci pt. „Wywiady ze zwierzętami”.
Podstawą do napisania „W cieniu Żywocic” były pamiętniki matki autorów, Anny Mrózek, uzupełnione o wspomnienia jej 5-letniego synka Józia oraz pamiętnik Leosza Wałoszka, do którego braciom Mrózkom udało się dotrzeć dopiero rok temu. To one tworzą dwa główne wątki książki, której wydania podjęło się Koło Polskich Kombatantów w RC. Jak podkreślają jej autorzy, celem książki nie jest gloryfikowanie bohaterów, czyli tych Polaków, którzy nie podpisali volkslisty, ani piętnowanie tych drugich. – Z książek Bronisława Firli „Śladami uciekającej pamięci” nauczyłem się, że w czasie wojny na tym terenie cierpieli jedni i drudzy. Dlatego człowiek, który nie znalazł się w konkretnej sytuacji danej osoby, nigdy nie powinien oceniać jej postępowania. Naszą książkę traktujemy więc również jako pojednanie – podkreśla Karol Mrózek.

powrot...

 

Wspierają nas:

 
Ochrana osobních údajů
Created by toras.cz
Kongres Polaków w Republice Czeskiej, Hrabinská 458/33, 737 01 Czeski Cieszyn